czwartek, 1 lutego 2018

Spóźniający się okres

W beztroskich czasach, kiedy nie myślisz o dzieciach, spóźnienia okresu możesz nawet nie wyłapać. Kiedy zaczynasz starania zwykle dzień planowego przyjścia rozpoczynasz od sikania na test ciążowy. Jeśli nie ma drugiej kreski płaczesz rano w toalecie, wychodzisz do pracy, ale cały dzień masz zmarnowany. Żałoba jednej kreski trochę trwa, ale już czekasz niecierpliwie, żeby w końcu przyszedł, bo wiadomo - nowy cykl, nowa szansa.

Mój sierpniowy cykl zaczął się całkiem nieźle. Wiedząc, że z poprzedniego cyklu nic nie będzie na tydzień przed nowym początkiem kupiłam loty i zarezerwowałam noclegi na wakacje. Uwielbiam planować, a tu nigdy nie mogę nic na pewno, cholerne starania. Tak, dobrze się domyślacie, spontan to nie jest moje drugie imię ani najlepszy kumpel. Trzy tygodnie były bardzo owocne, całkiem szczęśliwi wróciliśmy do rzeczywistości.

Ale rzeczywistość lubi przywalić. Pierwszy dzień w pracy - ciąża koleżanki. Następnego dnia spotkanie z koleżanką - ciąża. I kiedy się na ten temat pożaliłam innej koleżance dowiedziałam się o ostatecznym gwoździu do trumny mojego dobrego humoru - koleżanka, dzięki "drobnemu" oszukiwaniu swojego partnera co do zabezpieczeń też jest w ciąży. Trzy tygodnie relaksu jak psu w... wiadomo co. Wszyscy są w ciąży, a ja nie!

Wiecie, ja kiedyś uważałam się za osobę opanowaną. Ale to pragnienie dziecka mnie niszczy. Wiem, że ciąże dookoła to nie jest wina mojego męża, ale nie mam ochoty z nim rozmawiać. Boli mnie to. Ciche dni trwają prawie tydzień. Próba wyżalenia się mamie kończy się jeszcze gorzej - co ja najlepszego wyprawiam, czy zwariowałam? Tak mamo, mam obsesję. A tu jeszcze wpadają teściowie, tego mi do szczęścia brakowało. Nawet nie mogę być obrażona na cały świat, bo jak mam strzelać fochy przy nich?

I jeszcze ten okres cholerny, mógłby już przyjść. Kiedy spóźnia się 2 dni robię test o czułości 10 i po 5 minutach wpatruję się w bielutkie pole tam, gdzie powinna być druga kreska. Nie ma nawet cienia cienia. I nawet nie mogę go wyrzucić do kosza w łazience, bo nie chcę, żeby teściowie go zobaczyli. Powoli i systematycznie zamieniam wspólny tydzień w piekło, jestem nie do wytrzymania, ale ja tak strasznie cierpię... A tego drania ani widu, ani słychu. I jeszcze mąż powtarzający do znudzenia "zrób test". Sam sobie zrób, co Ty myślisz, że ja głupia jestem, oczywiście, że robiłam!

Spóźniał się tydzień, dziad jeden. Nie będę już wydawać kasy na testy, poszłam od razu do laboratorium. I co wyszło? Beta 2500. Statystyki? Ciąża  nr 2. Ile razy w życiu widziałam własny pozytywny test ciążowy? 0. Najwidoczniej nie umiem sikać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz