sobota, 10 lutego 2018

Powikłania po amniopunkcji

Ryzyko powikłań po amniopunkcji wynosi 1:100. Sporo.

Zastanawiając się nad tym badaniem przetrzepałam Internet. Nigdzie nie znalazłam informacji, żeby ktoś stracił zdrową ciążę. To okropne, ale kiedy podjęliśmy decyzję przez głowę przeszła mi myśl, że moja ciąża nie jest zdrowa. Genetyk uspokajał, mówiąc, że w tym szpitalu poronienia po amniopunkcji zdarzają się bardzo rzadko i w zasadzie nie wiadomo, czy to powikłanie po zabiegu, bo najczęściej dzieci są po prostu bardzo chore i nie przeżywają.

Ale raz, dwa razy do roku zdarza się, że po badaniu zaczynają się sączyć wody płodowe. Wtedy trzeba natychmiast udać się na SOR i najczęściej udaje się to zatamować. Czyli w zasadzie nic wielkiego. A spokój bezcenny! Trzeba było dopytać, ile razy w tym roku już to się zdarzyło...

Amniopunkcję miałam ok. 10. Cały dzień leżakowałam, dzień lenia. Więc kiedy koło 21 poczułam, że coś ze mnie wypływa od razu się spakowałam i pojechaliśmy na SOR. Tam za pomocą papierków sprawdzono płyn i wyszło, że to nie wody. Ale mimo wszystko zostałam w szpitalu.

Kolejne badanie następnego dnia też nie potwierdziło, że to wody. Na wszelki wypadek kazano mi leżeć, bez wstawania nawet do toalety. Wody przestały się sączyć. Trzeciego dnia powtórzono badanie za pomocą bardzo czułego testu, który rozwiał wątpliwości - odeszły mi wody. W 16 tygodniu. No zdarza się, ale genetyk mówił, że to się da "naprawić". Lekarze nie są tak optymistyczni. Przede wszystkim - płuca mogą się nie rozwinąć, do porodu się tego nie dowiemy. Po drugie - przy bezwodziu/ małowodziu nie da się zrobić dobrego USG. To znaczy będzie widać, czy bije serce. Ale to w zasadzie tyle - nie sprawdzimy co z ręką, nogą, czy nie ma jeszcze innych wad. "Czy pani rozumie powagę sytuacji?". Aż za dobrze. Jest źle. I nikt nie da mi gwarancji, że nie będzie gorzej.

Na moje pytanie jakie mam opcje odpowiedzi są dwie: mogę dalej leżeć i próbować utrzymać ciążę, ale szanse są bardzo niskie. A nawet jeśli wytrzymamy jeszcze trochę w dwupaku, osobno nie spędzimy razem zbyt wiele czasu, jeżeli w ogóle będzie nam dane. Nawet mój lekarz, do którego w panice dzwonię, mówi, że to raczej kwestia kilku dni, kiedy poronienie zacznie się samo. A druga opcja? Czy rozważamy terminację?

To samo pytanie zadaje mi psycholog, która przychodzi ze mną porozmawiać. Czy rozważamy? Jak ja mogę podjąć taką decyzję? Wypytuję lekarza. Jakie są szanse? Naprawdę chcę usłyszeć, że są jakiekolwiek. Niech to będzie procent. Promil nawet. Niech mi dadzą jakikolwiek punkt zaczepienia. Jakąś nadzieję. Ale nikt się nie odzywa. Słyszę tylko, że ta kombinacja to zespół wad letalnych. Mam porozmawiać z Mężem. I jeśli podejmiemy decyzję, lekarz wytłumaczy mi co dalej.

Jak można w ogóle podjąć taką decyzję?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz