czwartek, 8 lutego 2018

Zespół taśm owodniowych

Słyszeliście kiedyś o tej chorobie? Być może tak, parę lat temu w mediach głośna była sprawa małego Oliwiera, który mimo chyba 6 USG u 5 różnych lekarzy urodził się zaledwie z 1 kończyną...

Przed amniopunkcją musiałam jeszcze udać się na kontrolne USG w szpitalu u doskonałego specjalisty. Lekarz mało komunikatywny, na wstępie mnie uciszył i chyba z 30 minut ugniatał mój brzuch w różnych kierunkach. Owszem, jelita poza brzuchem. Nie chce pokazać lewej stopy. Ukrywa ją. Mówię, że ostatnio też tak było, nie chciał jej ujawnić. "Nie to, że nie chciał, jest uwięziona w taśmach." Lekarz pokazuje obraz drugiej lekarce - "Widzisz, taśmy". Hmmm no i co z tego? "Zespół taśm owodniowych, uszkodzenia brzucha powstały mechanicznie, moim zdaniem nie ma wskazań do amniopunkcji." Pytam jeszcze, czy to lepiej czy gorzej. "No wie Pani, noga jest uwięziona w taśmach, będzie osłabiona".

Znowu wychodząc ze szpitala dzwonię do Męża. Sądzimy, że to jednak dobra nowina - uszkodzenia mechaniczne, nie ma genetyki, jest OK! Radość nie trwa długo, bo standardowo sprawdzam Internet.

Taśmy przyklejają się do ciała dziecka i powodują uszkodzenia. Najczęściej kończyn - mogą się skończyć nawet wewnątrzmaciczną naturalną amputacją. Oglądam zdjęcia - dzieci bez palców, bez nóg, rąk. Masakra. A może być jeszcze gorzej! Bo jeśli dziecko połknie taką taśmę to może nastąpić rozszczep twarzy, przełyku. Jeśli owinie się wokół kręgosłupa to rozszczep kręgosłupa. Moje Maleństwo... takie zagrożone. Powinno być bezpieczne w moim brzuchu, a tymczasem tam czyha na niego taka masakra. Dlaczego???

Dlatego. To się po prostu zdarza. Nie ma przyczyn genetycznych. Nie ma innych przyczyn. Nic nie zrobiłam. Po prostu pech? Nie chcę tego słyszeć. Chcę znać przyczynę, bo zaczynam się zadręczać, czy mogłam temu jakoś zapobiec? Lekarze mówią, że nie. I znowu, nic nie można zrobić, trzeba obserwować.

Ledwo pogodziłam się z wytrzewieniem, a tu takie nowiny. Przede mną jeszcze 24 tygodni - co jeszcze może się wydarzyć? Jak to przeżyć? Jak się nie denerwować? Co robić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz