Mogłam się nie zgodzić na amniopunkcję. Mogłam wykazać się większą odwagą i wziąć moje dziecko z genetyczną niewiadomą. Po co to było sprawdzać? Gdyby nie to badanie, wody by nie odeszły, Mała miałaby jakieś szanse. Kiedy lekarz stwierdził; "No cóż, natura sama zadecydowała", w myślach rzucam się na niego z pretensją - jaka natura? Ja zdecydowałam się na badanie, które uszkodziło worek owodniowy, za waszą (lekarzy) zresztą namową. Będę musiała się z tym mierzyć do końca życia.
I kiedy wszyscy dookoła powtarzają, że to dobra wiadomość, że to oznacza, że prawdopodobnie nie jesteśmy nosicielami żadnych chorób, że kolejne ciąże nie są obciążone ryzykiem, ja w środku umieram. Tak, racja, to niby dobra wiadomość. Ale czy to wróci zdrowie i życie mojej Córeczce? Ja już wiem, że to nie genetyka jest naszym wrogiem, a pech.
Jak się walczy z pechem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz