piątek, 16 lutego 2018

Kontrola

Idąc na pierwszą kontrolę, po 3 tygodniach od porodu, byłam pełna nadziei. Oczekiwałam, że lekarz mnie zbada, stwierdzi, że wszystko jest idealnie i żeby działać, najlepiej od razu!

A tu znów pod górkę. Obraz USG pokazał, że dupa, nic nie jest idealnie, zostały jakieś resztki po zabiegu. Nie dużo, ale coś tam jest. Oby zniknęło po pierwszym okresie, bo jak nie, to... kolejny zabieg. Trzeci w ciągu niecałego roku. Kolejny kopniak od losu. A może kara? O kolejnych staraniach możemy porozmawiać dopiero, jak to zniknie. Bezwzględnie. Nie jestem głupia, wiem, że to zagrożenie nie tylko dla mojego zdrowia, ale też dla kolejnych ciąż, więc nawet nie próbuję negocjować.

Ale lekarz mówi też wprost, że potem decyzja należy do mnie. On by zalecał odczekać 3 miesiące, a potem zdać się na naturę i zobaczyć, jak szybko organizm będzie chciał zaciążyć. A mnie opadają kolejne piórka. Jestem z gatunku tych, którzy nienawidzą zdawać się na los, naturę, przypadek czy cokolwiek innego. Ja już zaplanowałam, że niczego nie zostawię naturze, że monitoring owulacji, że może stymulacja? Ja chcę zajść w ciążę od razu, jak tylko dostanę zielone światło! A on mi tu o naturze...?

Bezsilność. Dopada mnie paskudna bezsilność. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz