Każda kobieta, niezależnie od zaawansowania ciąży, ma prawo do urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni (56 dni kalendarzowych) liczonych od dnia porodu/poronienia. W tym celu musi jednak w szpitalu dostać kartę martwego urodzenia i następnego dnia zarejestrować dziecko w Urzędzie Stanu Cywilnego oraz poinformować pracodawcę. Szkopuł polega na tym, że w karcie musi być wpisana płeć dziecka, a przy wczesnym poronieniu jest jeszcze nieznana. Jeżeli płeć dziecka nie jest możliwa do ustalenia przy porodzie/poronieniu, można na własną rękę wykonać badania genetyczne (płatne) i dopiero wtedy zarejestrować dziecko. Jednak pracodawca musi zostać poinformowany, że akt urodzenia dostanie w późniejszym terminie. Uwaga, urlop musi być wykorzystany zaraz po porodzie/poronieniu, nie można najpierw iść na L4, a dopiero potem na urlop.
Urlop macierzyński to bardzo nietrafiona nazwa w przypadku tych 8 tygodni po śmierci dziecka. Jedynymi jego zaletami są czas na przeżywanie żałoby i 100% wypłaty. Bo wiecie, fizycznie dochodzimy do siebie bardzo szybko. Krwawienie kończy się po około 2 tygodniach. Ale psychicznie?
Nie wiem, czy 8 tygodni to wystarczający czas. Każdy na pewno inaczej to przeżywa i dłużej lub krócej będzie dochodził do siebie. Co potem? Można wykorzystać zaległy urlop, jeśli taki mamy i oczywiście pracodawca się zgodzi. Albo udać się do psychiatry po L4. Na takim zwolnieniu można spędzić kolejne 182 dni.
Tylko czy z czasem jest łatwiej wrócić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz