O poronieniach się nie mówi. Nie ma się czym chwalić. Dopiero, kiedy sama to przeżyłam, odkryłam ile przypadków było wokół mnie. Koleżanki zaczęły się przyznawać. Marne to pocieszenie, ale zawsze.
Człowiek jest istotą stadną. Dlatego, gdy poszukując odpowiedzi na pytanie, ile powinnam poczekać z następnymi staraniami trafiłam na internetowe forum postanowiłam napisać. Pierwszy raz w życiu zostałam forumowiczką. Bo jednak łatwiej napisać obcym osobom, które przeszły to samo, o swoich (czasami bardzo nieładnych) odczuciach. Moje najbliższe przyjaciółki albo nie myślą jeszcze o dzieciach, albo borykają się z problemem zajścia w ciążę. Mogą posłuchać, ale nie wiedzą, jakie to uczucie, kiedy twoje wychuchane od zarodka maleństwo nagle zostaje statystyką.
Poronienie to temat tabu. Wiadomo, nic przyjemnego. Ale kiedy ja chcę mówić, one zmieniają po chwili temat. Nie rozumieją. Więc nie mówię. Forum pomaga w czekaniu na pierwszy okres, w rozczarowaniu po pierwszym nieudanym cyklu, doradza jeśli chodzi o badania. Pociesza, bo widzę, że nie jestem jedyna, bo widzę szczęśliwe zakończenia. Ale też troszkę dobija, bo właśnie, widzę, że innym się udaję, a mnie nie. Ale też dlatego, że widzę, że niektórym się nie udaje. Że ta zwiększona płodność zaraz po poronieniu to nie zawsze prawda, że niektórzy starają się kolejny rok. I zaczynam się bać.
Może wyczerpaliśmy swój limit szczęścia? Może to był tylko złoty strzał? Może jednak warto wrócić do prawdziwych przyjaciół, a od wirtualnych koleżanek się odciąć? To trudne, bo po 3 miesiącach to już mój codzienny rytuał. Sama doradzam, co do badań, pocieszam, czasem strofuję, kiedy dziewczyny piszą bzdury. Bo one rozumieją, są w tym samym klubie.
Z mojego punktu widzenia jednak warto się na jakiś czas odciąć od forum. Za bardzo się nakręcam, a to nie pomaga. A poza tym ciągle mam nadzieję, że wrócę tam, żeby być kolejnym przykładem, że ciąża po stracie jest osiągalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz