Zielone światło - jest! Decyzja - jest! Presja - do boju!
Jak wyglądają starania po stracie? Mniej więcej tak, jak wyobrażam sobie starania przy niepłodności. Z naszej pary robi się zgrabny trójkącik - dołącza do nas presja. Bo przecież podobno po poronieniu organizm jest bardziej płodny. Więc jakim cudem okres jednak przyszedł? A ten drugi? Trzeciego się spodziewam, bo w tym cyklu to musiałoby być niepokalane poczęcie.
Zaczynam wpadać w lekką paranoję. Przecież seks był idealnie w te dni, znam swój organizm. 3 miesiące minęły, czas zaufać lekarzowi. Tylko tym razem lekarz nie ma mi do powiedzenia nic odkrywczego. Wszystko jest OK, tylko może po prostu nie jestem gotowa. Potrzeba czasu. To nie jest to, co chciałabym usłyszeć. Nie jestem cierpliwa. Nienawidzę słów "wszystko w swoim czasie". Swój czas to jest tu i teraz. Przecież miałam rodzić w lutym - dobry miesiąc, dwie pary spośród nielicznych znajomych, którzy mają już dzieci wtedy urodziły. Marzec to już ostateczność, w marcu dowiedziałam się o ciąży i o stracie. Kwiecień byłby idealny, akurat na moją trzydziestkę. No ale przecież ile można czekać? Jak mam czekać? Co mam robić?
Możecie się śmiać, ale w 2017 hitem było "Despacito". I ja naprawdę polubiłam tę piosenkę, towarzyszyła mi przez całe lato starań. Mówię po hiszpańsku, więc mój hymn lata rozumiem co do joty. Krok po kroczku, powoli. Jakim cudem moim hitem stała się piosenka o tym, czego nienawidzę? Ironia losu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz